raptus

 Marek z babcią i dziewczynkami naradzali się jak zaplanować popołudnie i noc.
- Proponuję Olu, abyś teraz pojechała ze mną do domu, zjadła obiad, uszykowała się, a za godzinkę przyjedziemy tu z powrotem. Tymczasem babcia i Julka zostaną z Raptusiem. Później zabiorę je do domu. Idę jeszcze załatwić nocny dyżur lekarza i jego asystentki oraz zapytam, czy możesz Olu zostać z Raptusiem w nocy. Jeżeli tak to pojadę i kupie ci taki składany fotel, abyś miała wygodnie.
- Dobrze tak zrobimy – wszystkie panie pokiwały twierdząco głowami.

Marek długo jeszcze przebywał w gabinecie lekarza. Udało mu się załatwić prywatny dyżur lekarza weterynarii  i pani asystentki, która będzie cały czas w nocy przy Raptusiu i Oli.
Ola bardzo chciała zostać z Raptusiem. Tata rozumiał ją doskonale, dlatego też nawet się nie sprzeciwiał.
Ola przyjechała z tatą do domu. Agnieszka już czekała na nich z obiadem. Była zdziwiona, że nie ma babci ani Julki.
- Jak to zostały? Po co? Do czego one są tam potrzebne? – zdziwiła się na poważnie Agnieszka.
Marek jakby nie słuchał tych wszystkich pytań żony. Powiedział tylko:
- Ola zostaje na noc z Raptusiem. Załatwiłem dyżur lekarza i asystentki. Zarówno Raptuś jak i Oleńka będą pod dobra opieką. Też mógłbym tam być, ale lekarz zgodził się tylko na jedną osobę. Trudno.
- Wy chyba powariowaliście – przerwała  Agnieszka – Ja się nie zgadzam. A szkoła? A Twoja praca?
- W pracy załatwiłem sobie wolne, a w szkole dziewczynki nadrobią te kilka dni. Są przecież dobrymi uczennicami i nigdy nie opuszczały zajęć, więc raz w takiej sytuacji mogą – bardzo spokojnie tłumaczył Marek
- Kilka dni? Jak to, kilka dni nie będą chodziły do szkoły? Co się z Tobą dzieje? Ja ciebie nie poznaję? Marku, o co chodzi? – mówiła podniesionym głosem Agnieszka.
- Proszę Cię podaj  nam obiad. Trochę się spieszymy. Porozmawiamy później.

Siedzieli w trójkę przy kuchennym stole. Nie rozmawiali. Każdy myślami był gdzie indziej. Ola chciałaby być już z Raptusiem. Marek myślał, gdzie tu pojechać, aby kupić takie łóżko do spania, a Agnieszka była tak zła, że nawet nie potrafiła tego ukryć.
- Mówiłeś, że załatwiłeś lekarza i asystentkę na noc. Czy to znaczy, że ich zatrudniłeś na tyle godzin?
- Tak Agnieszko, to właśnie to znaczy.
- Przecież to kosztuje. Skąd na to pieniądze?
- Z oszczędności na wakacje. W tym roku nie wyjedziemy nigdzie. Ważniejszy jest Raptuś.
- Ważniejszy jest Raptuś????? Co ty mówisz? A jak nie przeżyje? Tyle pieniędzy na psa?- krzyczała żona.
- Posłuchaj Agniesiu. Raptuś jest członkiem rodziny. Ratuję go tak jak ratowałbym każdego z nas. Ciebie, dzieci, moich rodziców, Twoją mamę i Raptusia.

Ola jadła w milczeniu. Niektóre kęsy schabowego kotleta stawały jej w gardle. W końcu odezwała się cichutko:
-  Tatusiu jedźmy już. Raptuś na mnie czeka.
- Tak córeczko jedziemy już.
- Za chwilę przywiozę Julkę i Twoją mamę – Marek zwrócił się do Agnieszki – Uszykuj im obiad. One też pewnie będą chciały po południu posiedzieć przy Raptusiu. A ty z nami nie pójdziesz? – zapytał.
- Nie, zostaną w domu. Mam dużo pracy – szybko odparła Agnieszka.

W poczekalni weterynaryjnej było mnóstwo ludzi. Chore pieski, kotki, chomiczki i świnka morska. Ola nie zwracała jednak uwagi na nikogo. Ze spakowaną torbą szła prosto przed siebie do sali pooperacyjnej, na której leżał Raptuś
- I jak mamo, lepiej z pieskiem? – zapytał Marek swoją teściową.
- Nie, wszystko tak jak było. Lekarz był tu 2 razy. Powiedział, że stan się nie polepszył, ale i nie pogorszył. To zawsze jest nadzieja.
- Czy Raptuś nas słyszy? Leży taki nieobecny – zapytała Julka
- Myślę, że słyszy. Na pewno słyszy, tylko jest bardzo obolały i nie może się ruszać. O patrz otwiera to jedno oczko – zawołał tata.
- Raptusiu, kochany jesteśmy tu z tobą – wykrzyknęła cicho Julka.

Tata zabrał babcię i Julkę do domu. Ola została sama z Raptusiem. Głaskała go czule i bardzo delikatnie po grzbiecie. Raptuś jakby od czasu do czasu mocno wzdychał. Ola rozpamiętywała teraz słowa mamy usłyszane podczas obiadu. O co mamie chodziło? A może nie lubi Raptusia? Nie to niemożliwe! Jest zapracowana i martwi się o nas wszystkich. To dlatego tak zareagowała.
- Ale wiesz pieseczku, jak już wyzdrowiejesz i będziesz mógł wyjść z tego psiego szpitala, pojedziesz do babci. Babcia się tobą zajmie, a ja będę do ciebie przyjeżdżała. Wiesz ja będę cały dzień w szkole, a ty nie możesz być bez opieki. Jesteś jeszcze chory. Babcia się tobą zaopiekuje, zobaczysz. Będziesz biegał z babcia po ogrodzie. Jest wiosna. Będziecie sadzić kwiatki. Ty przecież tak lubisz wąchać babcine kwiatuszki. Tylko musisz być tam grzeczny.

Ola zamyśliła się głęboko i dodała:
- To tylko na czas choroby. Nie martw się moje słoneczko ja cię później zabiorę. Jesteś mój. Pamiętaj musisz być silny. Musisz wyzdrowieć. Jesteś mój.

Nagle piesek podniósł swój łepek i popatrzył czule na Oleńkę. Po chwili jednak jego głowa osunęła się bezwładnie na łóżko.
- Panie doktorze, panie doktorze Raptuś podniósł swój łepek – wołała Ola.
Lekarz natychmiast pojawił się przy chorym.
- Jesteś sama? A gdzie tata? – zapytał
- Zaraz wróci. Odwiózł babcię i siostrę do domu. Czy coś się stało?

14 komentarzy do “Tylko mnie przytul i pokochaj. Odcinek 30

Dodaj komentarz